Pierwsze na rynku czasopismo, które stroni od teoretyzowania, natomiast wskazuje konkretne rozwiązania poparte przykładami z praktyki i opiniami wybitnych specjalistów.
Rozmowa z profesorem Dariuszem Rosati |
Co – zdaniem Pana – jest przyczyną wstrzemięźliwości Polski w dążeniu do strefy euro? Czy ta polityka jest dla Polski korzystna?
Sprawa wprowadzenia euro została w Polsce upolityczniona. Przedstawia się ją w fałszywym świetle, co wynika częściowo z politycznego wyrachowania, a częściowo z ignorancji. Szkoda, bo przyjęcie euro jest korzystne dla Polski i Polaków, co potwierdzają liczne analizy, także naszego NBP. Ale niektóre partie polityczne wprowadzają opinię publiczną w błąd, twierdząc, że euro stanowi dla nas jakieś zagrożenie, i próbują na tej bazie budować polityczne poparcie. Wprowadzenie euro nie odbierze Polsce suwerenności, tak jak nie odebrało jej krajom, które euro już wprowadziły. A ogromne wahania, na jakie narażona jest nasza waluta, pokazują, że w zglobalizowanym świecie niezależność pieniężna jest iluzją, a własny pieniądz wcale nie gwarantuje stabilizacji.
Jaki kalendarz wejścia do strefy euro byłby najbardziej optymalny w obliczu obecnego spowolnienia gospodarczego, wahań kursów i niepewności co do „kryzysu finansowego”?
Korzyści z przyjęcia euro będą tym większe, im szybciej wejdziemy do strefy euro. Najlepiej byłoby, gdybyśmy mogli przyjąć euro z dnia na dzień, natychmiast. Ale nie jest to możliwe, ponieważ zanim wejdziemy do strefy euro, musimy, po pierwsze, wejść do systemu ERM2 na dwa lata, a po drugie, spełnić wymagane traktatem kryteria konwergencji nominalnej dotyczące poziomu inflacji, stóp procentowych i deficytu finansów publicznych. Wejście do ERM2 powinno dokonać się w warunkach ustabilizowanej sytuacji na rynkach walutowych, aby zmniejszyć ryzyko spekulacji walutowych. Kreśląc hipotetyczny kalendarz wejścia, można sobie wyobrazić, że wchodzimy do ERM2 w styczniu 2010 roku, bo sytuacja na rynkach uspokaja się. Wówczas dopiero po dwuletnim okresie przebywania w systemie ERM2 Komisja Europejska oceni, czy spełniamy kryteria konwergencji (na podstawie danych z 2011 roku), a jeśli tak, skieruje stosowny wniosek do Rady UE i Parlamentu Europejskiego. Przypomnijmy, że wymaga to także dokonania w Polsce odpowiednich zmian prawnych, w tym zmian w Konstytucji. Dlatego natychmiastowe wejście do euro nie wchodzi w rachubę, a najwcześniejszy realny moment akcesji – przy założeniu sprzyjającej sytuacji politycznej w kraju – to dopiero początek 2013 roku.
Jakie problemy może napotkać Polska, przystępując do strefy euro? Czy możemy się spotkać z podobnymi problemami, jak Litwa, która mimo doskonałych wskaźników makroekonomicznych nie została dopuszczona do strefy wspólnej waluty?
Głównym problemem w okresie przejściowym jest utrzymanie stabilnego kursu w ramach ERM2 przez dwa lata. Także spełnienie kryterium niskiej inflacji, a zwłaszcza obniżenia deficytu poniżej 3% PKB w 2011 roku byłoby bardzo wymagające, ale możliwe dzięki oczekiwanemu przyspieszeniu wzrostu gospodarczego. Gdy już znajdziemy się w strefie euro, głównym wyzwaniem pozostanie uniknięcie nadmiernej ekspansji kredytowej, spowodowanej obniżeniem realnych stóp procentowych. Co do Litwy, formalnym powodem odrzucenia jej kandydatury było to, że nie wypełniła ona kryterium inflacyjnego (o zaledwie 0,07%). Uznaję to za przejaw nadmiernego formalizmu i obaw państw strefy euro przed naruszeniem istniejącego układu sił w EBC.
Rok 2010 będzie rokiem ze zwiększonym deficytem budżetowym. Pojawiają się opinie, że zwiększenie deficytu to najłatwiejszy i najbezpieczniejszy politycznie sposób na poradzenie sobie z dziurą budżetową. Czy – Pana zdaniem – Polska ekonomia brnie w ślepą uliczkę, czy jest to właściwa droga?
